jest doktorem nauk o polityce, pracownikiem Uniwersytetu Gdańskiego, badaczem diaspory ormiańskiej oraz autorem licznych rozpraw i artykułów naukowych o tematyce politologicznej. Podobnie jak część zamieszkujących naszą planetę osób porozumiewa się z otoczeniem poprzez poezję.

Wspaniałą platformą dialogu jest Gdański Klub Poetów, którego jest członkiem. Ponadto jest autorem dwóch tomików poetyckich, pt. Apokalipsa pamięci (2018) i
Zakażenie (2019) oraz bloga poetyckiego Wierszoatak.

Jego wiersze ukazały się też w trzech zbiorach (almanachach), trzech czasopismach („Migotania”, „Awedis”, „Prowincja”) oraz na stronie pisarze.pl.

Jest laureatem kilku konkursów poetyckich, m.in. XXIX Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. Romualda III Mikoszewskiego „Ziemia najbliższa” (Łosice 12.12.2025) i Majowego Konkursu „Podziel się wierszem” im. Piotra Szczepańskiego (Gdańsk 24.05.2025).

KONIE NIE IDĄ DO NIEBA

Wykarmiły nas owoce
ciężkiej piany z końskich boków

dyszący wulkaniczny nawóz ciał
na porwanej radłem ziemi

podlała krew z pęcin
szarpanych białym żelazem

niebiańskie proporcje
heroiczne szarże
sławiliśmy pomnikami
ze spiżu i słowa

obraz uchodzących ku zachodowi słońca
jeźdźca i wierzchowca
zdawał się nieśmiertelny

W imperium czarnego złota
czułość zastąpiły
bydlęce wagony i haki

oddanie ważące tyle co karma dla psów

bo przecież konie
nie idą do nieba

ZEGARMISTRZ

Dziadek był zegarmistrzem

pamiętam przygaszone kolory
mieszkania na ulicy Słonecznej
białe światło tańczące drobinki blat
dziwne instrumenty zapach uważności
jego szorstkie ręce

ze spokojem badał metalowe ciała
kruche wnętrza odsłaniał z czułością matki
bez nieśmiałości odkrywał tajemnice
wielkich umysłów mechaniki

życie nauczyło go liczyć na siebie

liczył więc śrubki sprężynki trybiki
by wszystko się zgadzało
gdy zamykał przywrócony życiu
drobny mechanizm

naprawiając czas
w tej krótkiej chwili panował nad losem

geniusz z Polesia
bezsilny wobec zniszczenia
człowieka

WYDARZENIE

Ponoć wydarzyło się coś ważnego
profile wybuchły
strzelają memami frazami
krzyczą obrazy
kolory drapią oczy

lecz w międzyścianach cisza
pod powiekami kojące przestrzenie
odzyskują roztrwonioną energię
minionego dnia

okna milczą zapatrzone nocą
ulice drzemią spokojnie
przykryte szczelnie półmrokiem
jak zwykle

Do rana zamieć przeminie

wydarzenie zmiesza się
z przepisem na kremową carbonarę
rowerową wycieczką tunelami
złotą ofertą dnia i fotką z Bali

w bańce realu
niewiele się zmieni

CZARNA UPRAWA

Czy człowiek w autobusie
stodole lub lesie rozpada się inaczej?

gdy języki ostrzy wargi ciosów
chłepcą jego krzyk

czy kolor oczu kata
orzeł czarny czy biały
zmniejszają ból?

gdy włosy rwane od skóry
mięso odłupywane od kości

czy źrenice ssące strach
skrywają jakąś inną czerń?

gdy idą ulicą gładzą dziecko
a potem zaciskają pięść
ściskają krtań

Zło obficie podlane
wyrośnie na każdej glebie

SLAJD Z BIAŁEGO DOMU

Na szczycie białego świata
zebrani zastygli w modlitwie
jak święci w freskach Michała
obrazach Leonarda czy Rafaela

z pochylonymi głowami złączeni rękoma
rozchodzili się niczym promienie
wschodzącego słońca

och jaka piękna to była modlitwa
przed fotografem
przed milionami

posłane przez nich zabójcze bomby
sczerniałe zwłoki i tlące się dzieci
znalazły się poza kadrem

w centrum jaśniał
złoty cielec

CEIMNY WARKOCZ CZEREMESZU

Rypsyma zakwitła
nad cienistym brzegiem Czeremoszu

tego samego co każdego lata
plótł jej warkocz dzikim nurtem

co uwodził wonne ogrody
wdzięcznych córek Owidiusza

co roznosił zwykłe wołanie
ari ari dun achczik
gandżabur ker ker
niczym zaklęcia

I kiedy nurt brał jej ciało
było jak biały pąk
ścięty rdzawym ostrzem sąsiadów
ciśnięty w koryto rzeki

nad ciernistym brzegiem Czeremeszu
Rypsyma przepadła

i cały świat

CIĘŻAR OPADŁYCH LIŚCI

Liście niedługo zaczną się starzeć
opadną w wilgotną ziemię

drzewa zamilkną
słońce zmruży zmęczone spojrzenie

dzień splecie się z nocą
jak para kochanków

zimne ulice zaczną łapczywie pić
nasze powietrze

a ja znów będę szronem
na pustym przystanku

tak bardzo bez ciebie


guest

0 Komentarze